Na zajęciach z Jackie poślizgnęłam się podczas tańca. Noga strasznie mnie bolała, pomyślałam sobie od razu, że to może być złamanie. Antonio zawiadomił mojego tatę, aby po mnie przyjechał i zawiózł mnie do szpitala. Noga nadal bardzo mnie bolała, moi przyjaciele bardzo mnie wspierali w tej sytuacji, i byłam im za to bardzo wdzięczna. Tylko oczywiście Leona nic nie obchodziło i miział się ze swoją nową dziewczyną Larunią. Miałam ochotę płakać, lecz nie było to możliwe, gdyż nie chciałam się ośmieszyć przed przyjaciółmi płacząc jak ośmiolatka, więc postanowiłam wziąć się w garść. Dziś sobie coś uświadomiłam. Może Diego wcale nie jest taki zły? Oceniałam go z początku bardzo źle, ale to on pomagał mi z nogą, przyszedł na moje urodziny.... No cóż, co ja mam zrobić? Leona wcale ja już nie obchodzę, on mnie już nie dostrzega. Diego może wcale nie jest taki okropny jak mi się wydawało. Może pora dać mu szansę? Długo się nad tym zastanawiałam, aż nagle do Studia wpadł mój tata bardzo zaniepokojony.
- Violu, już jestem! Bardzo cię boli? - spytał troskliwie.
- Tak tato, dziękuje, że tak szybko udało Ci się dotrzeć. - powiedziałam.
- Jedźmy do szpitala. - odparł pomagając mi wstać.
Po 20 minutach byliśmy już w szpitalu. Lekarz robił mi prześwietlenie i okazało się, że mam zwichniętą nogę. To nie tak poważne jak złamanie czy skręcenie, ale i tak bardzo bolało. Na szczęście mogłam chodzić na lekcje do Studia, tyle tylko, że musiałam mieć bandaż, lecz szczególnie mi to nie przeszkadzało. Gdy dotarliśmy do domu, wszyscy domownicy oczekiwali na nasze przybycie bardzo zatroskani. Bardzo się cieszyłam, że mam tak cudowną rodzinę! Gdy o wszystkim im powiedziałam, poszłam do mojego pokoju, gdyż chciałam sobie wszystko przemyśleć, głównie to co dzieję się ze mną, z Diego i .... z Leonem. Co mam zrobić z Diego? Może na prawdę on mnie kocha? Sama już nie wiem, co mam z tym zrobić, to nie jest takie łatwe.. Leżałam tak i rozmyślałam, aż nagle ktoś zapukał do moich drzwi.
- Violu, masz gościa. - oznajmił mi Tata.
- Tak? A kogo? - zapytałam.
Aż nagle zobaczyłam.... Leona. Leon wszedł do mojego pokoju, a tata zamknął drzwi.
- Yyy... - nie wiedziałam co powiedzieć. Czy coś się stało, że przyszedłeś? Myślałam, że poszedłeś gdzieś z Larą. - dodałam trochę rozgniewana.
- Nie bądź złośliwa. Przyszedłem, ponieważ musimy porozmawiać. - powiedział Leon.
- Dobrze, w takim razie o czym chcesz rozmawiać?
- O tobie, o mnie.... - zawahał się. O nas... - dodał.
- Przecież nie ma już nas. Leon o co Ci chodzi? Najpierw chodzisz z Larą a ze mną zrywasz, o co chodzi? Jeszcze dziś mnie unikałeś, wcale Cię nie obchodziłam, więc czego teraz chcesz? - mówiłam prawie płacząc.
- Violetto, ja zrozumiałem, że Lara nie jest dla mnie.. Ja nadal kocham Ciebie. A za to co robiłem bardzo Cię przepraszam, na prawdę Cię kocham. Wybacz mi. Ja wiem, że popełniłem błąd zostawiając Cię, ale chcę to wszystko naprawić, tylko mi pozwól. - tłumaczył.
To było takie urocze, lecz nie mogłam tak od razu mu odpuścić. Postanowiłam, że jeszcze to przemyślę. Ja także bardzo chciałam z nim być, ale nie mogłam podjąć decyzji tak od razu i tak po prostu mu wybaczyć.
- Leon, ja Cię rozumiem, ale pozwól mi żeby to przemyśleć. Chyba sam rozumiesz, że nie mogę podjąć decyzji tak od razu bo wiedz, że bardzo mnie zraniłeś. - powiedziałam.
- Dobrze, przemyśl to, możesz myśleć tydzień, miesiąc, rok, ważne aby nasza miłość przetrwała. I obiecuję Ci, że już nigdy Cię nie zranię bo po prostu Cię kocham.
Ja odpowiedziałam mu uśmiechem. Po chwili Leon pogłaskał mnie po policzku i...... i pocałował. Na początku tego nie chciałam, lecz później było dość przyjemnie. Co ja mam robić? Co się ze mną dzieję?

